Przejdź do głównej zawartości

Oczami Kota


Był czwartek, koci czwartek. Pogoda jak bywa w listopadzie wymagała zaufania i różowych okularów, które zaraz po przebudzeniu należy ubrać na nos. Nos zaś posypać świeżymi piegami z cukru pudru, z pudełka szczęścia pełnego słońca z lata.

Kot dziś wstał przed Królową. Zaparzył w kostce cukru kawy i usiadł na parapecie, zapalając fajkę. Siedział o chłodnym poranku i myślał o Królowej, a ona nic nieświadoma spała. Oddalona o wieki świetlne od miejsca spoczynku. 

Wiesz Królowo… (powiedział kot w stronę wron wydzierających się na czubku drzewa) Życie nie jest takie jak Ci się wydaje. Przyjaźń, miłość, relacje to nie talia kart, tu się ani wygrywa, ani nie przegrywa. Jest tak jak powiedziałaś, Koty kochają z życia na życie, z jednej reinkarnacji na drugą. Kiedy stoisz tak w kuchni i na mnie patrzysz wymagając ode mnie odpowiedzi, to wiedz, że wtedy jej nie otrzymasz. Ja cię kocham, tak jak umiem, kiedy mruczę, kiedy jestem czasem obok, a czasem ileś set kilometrów dalej. To nie ma znaczenia. Odpuść mi, daj wolność. Przecież wiesz, że już widzieliśmy się w kilku życiach i w kilku życiach byliśmy razem. Potem to Ty odchodziłaś, a ja zostawałem. Zostawałem w moim kocim świecie. Wiesz dobrze, że koty to nie szczepki, nas się nie przesadza, nie mieszkamy poza swoim terytorium, swoim światem. 

Pamiętaj to czego nie ma, nie zaboli… Więc czy warto o coś pytać Kota?

https://youtu.be/HaokgWSWD2Q

fot. Maya Rostkowska

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Uczące Serce

O Królowa zostawiła list, zdziwił się Kot, który jak zwykle po obudzeniu udał się do kuchni, gdzie jak dotąd bywał pierwszy, a tu niespodzianka. Dziwne, pomyślał… Otworzył, pięknie zaadresowaną kopertę i zaczął czytać atramentowe maczki, które układały się w kształtne zdania, a potem w myśli Królowej. Kochany Kocie, Nie będzie mnie dzisiaj. Dojrzewam. Do tej zimy, do czasu, do zmiany. Do bycia nową sobą. A teraz trochę o mnie, o tym kim byłam zanim się poznaliśmy… Kiedyś byłam inna, dużo marzyłam. Teraz żyję. I dzieje się przez to wiele cennych rzeczy we mnie i wokół mnie. Wtedy, wcześniej też się działy z tym, że szukałam ideału, widząc niedoskonałość w ludziach, w rzeczach. Teraz to zniknęło, pozostała ciekawość. Zrozumienie, że wszystko od zawsze było we mnie, ten cały opór i niezgoda, a ludzie, zwierzęta po prostu są, są tak samo jak mgła, jak drzewa. Chciałam Ci opowiedzieć o Uczącym Sercu, a oto o nim opowieść. “Uczące Serce pewnego dnia obudziło się, tak jak b...

Interrupting habits

  Kawa bez mleka, koniec świata, mleka mają swój koniec, nawet te z Biedronki.  Śnieg, światło, śnieg, drobne podszczypywanie po twarzy.  Pochrupywanie, podrygiwanie, podnoszenie, pod nogami w kolorze obciążonej bieli obłażącej z czarnych, spasionych od śnieżny gruzów, butów. Chodniki nadrukowane w koła, w łapy, w UFO miejskiego życia. Pachnie mrozem, na płasko, bez wyczuwalnych warszawskich akcentów.  Szczypulanko, delikatniuchne wycelowane w poliki i w brodę. Soft, pieszczoty pogody. Lico buraczkowe, na okrągło, z oprószaniem szronem, zakonserwowana na sztywno z brodą. W zimowe słońce, rozczula się dusza, wampirzyca, zgłodniała światła słonecznego, żre oczami, prawie dławi  się   na przaśny widok stawu. Drzewa ubrane w skafandry śniegu, zmarzliny stycznia. Przy drzewach, zanurzeni w śniegu jak w maśle, schowani w schronach z ubrań, ćwiczący ludzie. Zasunięci pod nos w kurtki, omotani rękawiczkami, zabunkrowani w podwójne pary spodni. Zakurtkowani. Podbici...
Jesteśmy ludźmi z tatuażami własnych sn ó w. Oglądanych przy nagości księżyca w pełni, pod ulicznymi i morskimi latarniami, daleko od lądu. Zabrałam w podróż, spakowane sceny bliskoś ci, poca łunki, oddechy, ciepł o cia ł.  W sumie wyszedł z tego cały album erotyki, namiętnik kochank ó w. Przechodząc wieczorem przez skwer Orszy, przyszły do mnie kwitnące lipy, a z nimi myśl, że tak oto minął rok naszej znajomości. Miliony wypowiedzianych i zapisanych słów. Jakaś niekończą ca si ę  armia pragnie ń i rozgrzanego ciał a, ch łodzonego głową i odwrotnie.             W sobot ę, po treningu w Łazienkach, siedzieliśmy w barze mlecznym. Do południa tylko śniadania, więc jedliśmy grzecznie jedynie dostępne na ciepło naleśniki, czekając przy tym z kompotem w dłoniach na południe i dania obiadowe.  Populacja rodzin z małymi dziećmi, obsiadła stoliki i zaczęł o si ę jak w ptasich gniazdach, karmienie. Ciap – otwarc...