Przejdź do głównej zawartości

Zachwycie Ty mój, nad wieloma ludzkimi sprawami



Zachodni. Dworcowe zapachy. Wszytko wonieje potem zamkniętym w kapsule ubrań. Upał podróżnych i pragnienia w drogę, do poznania jeszcze jednego kawałka siebie.
Ciężkie piersi jak dwie wielkie góry, niesione na dwóch nogach, po schodach, do autobusu. Mruczący autobus pełen opasłych brzuchów, w zasadzie aktualnie znów gotowych na kolejną bułkę z kiełbasą. U że
rając się ludzie, o miejsce w autobusie, o miejsce w kolejce do wsiadania. W zasadzie o wszystko co się da.
Dieta podróżna na snickers i colę oraz lekko uchylone okno w klapie dachu autobusu. Zaczyna się szperanie po reklamówkach. Może i dobrze, że nie są z papieru, plastik inaczej szeleści…
Podsłuchane w autobusie: 
Mężczyzna pyta kobietę: “- czy jesteś wymagająca? 
Ona po chwili odpowiada: - “spójrz na wysokość moje szpilki!”

Z tylu, za moim plecami, podwórka z egzaminu... “resekcja jelita grubego…”
Obok siedzi mężczyzna. Syndrom świeżynki. 
Czuję, jego wzruszenie, jakieś takie dziecięce radowanie się. Leciał niedawno samolotem, opowiada jak to jest tam w tym niebie. Pokazuje film o chmurach co wyglądają jak malutkie zwierzątka. Objaśnia, jak wyglada ziemia na którą oboje patrzmy w mini ekranie kamery. Mówi: “Wiesz, bo w Polsce ziemia jest pocięta na pasy, w Holandii cała i są takie żółte, rzepakowe pola”. 

Uszy dymią… Kobieta do kobiety, prowadzi pogawędkę bez ram czasowych, rozwlekaną na temat. Bieszczadzkie historie. Kto, gdzie w zimie pracował, jak dojeżdżał na zmianę, jak to się wydarzyło po drodze do pracy... 
 
Widziałam dziś drugiego bociana, powiedz mi, czy to sezon na żaby czy na dzieci?

Zakład krawiecki damsko - męski i dla duchowieństwa - czytam napisy na lokalnych firmach.
Zasłyszane: “… kiedy zjeżdżasz do swojego państwa, do Lwowa, to jak często? Na trzy miesiące?”. 
Kobieta drąży temat, dopytuje mężczyznę z Ukrainy: “podoba Ci się Polska?. A czy tam jest tak jak pokazują?”.

Reklama z keczupem: Ten pomidor odnalazł tam swój smak życia (na plakacie opakowanie keczupu)…

W zasadzie, po tym jak ktoś prowadzi konwersacje,  w autobusie mogłabym się zdecydować czy chcę się przysiąść czy nie. Czy poziom inteligencji tak szybko wychodzi w słowach?

K: Tak
M: Nie mówiłeś…
K: Sama to wiesz
M: Nie wiedziałam, że aż tak to słychać… Czy za tym idzie duchowość? Może istnieje inteligencja do słuchania - no właśnie, Ty ją masz!
K: Może
M: Tyle ludzi już słuchałeś
K: I myślisz, że jestem mądrzejszy od tego?
M: Cierpliwszy, bardziej czuły, kochający, rozumiejący i współczujący? Może widzisz przed sobą człowieka z wadami?
K: No tak. Może to…
M: Tak czuję i dlatego mam uważność na Ciebie
K: Dziękuję


Zasłyszane: “Jak byłam mała, zwaliłam świeczkę, zaczęłam się palić, pobiegłam do stajni do mamy. Mama tyle ile miała udojonego mleka zalała mnie”. Kobieta kontynuuje swoją opowieść, o tym jak ktoś wchodząc na schody się zabił… ( wynika z tego, że był to pijany facet).


Ta sama młoda dziewczyna do chłopaka z Ukrainy: "Ja mieszkam przy samej wodzie. Droga, woda i las".
On ją pyta: "Byłaś kiedyś we Lwowie? Odpowiada: "Nie byłam, chyba nie…"

Nieblec, tu inaczej pachnie powietrze. Jest świeże, przypomina mi dzieciństwo. Ziemie moich dziadów od strony matki.


K: Opowieści bez dna
M: W zasadzie dna nie ma, jest bezpamięć i potem tylko czucie, historia pogrzebana z ciałami w ziemi na cmentarzach. Zachód słońca, teraźniejszość. Ich już nie ma, jestem ja.

Jest noc, szczekają psy. Powietrze ładnie pachnie, jest przyjemne i roznosi się po wsi dźwięk modlitwy:

“Cudo Ty moje, jak z kapliczki z Matką Boską o niebieskiej szacie. 
Cudo spotkania. Cudo ciepłych i mądrych rąk.
Zachwycie Ty mój, nad wieloma ludzkimi sprawami. 
Nad mądrością słowa, nad czytelnością gestów.
Przyjaciółko nocy i dnia. Przyjaciółko rozmów. 
Kochanko podróżna z którą nie widuje poranków”.

Ps. Słów kilka na dobranoc, już śpij. Spakowałem je wszystkie w pościel z pajęczyny i nadchodzących tego lata snów.

fot. Maya Rostkowska


Komentarze

  1. Zadumałem się......
    Najbardziej nad słowami "Zachwycie Ty mój, nad wieloma ludzkimi sprawami.."
    Czy ja mam taki zachwyt? Czasem miewam... , ale tylko czasem....

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Uczące Serce

O Królowa zostawiła list, zdziwił się Kot, który jak zwykle po obudzeniu udał się do kuchni, gdzie jak dotąd bywał pierwszy, a tu niespodzianka. Dziwne, pomyślał… Otworzył, pięknie zaadresowaną kopertę i zaczął czytać atramentowe maczki, które układały się w kształtne zdania, a potem w myśli Królowej. Kochany Kocie, Nie będzie mnie dzisiaj. Dojrzewam. Do tej zimy, do czasu, do zmiany. Do bycia nową sobą. A teraz trochę o mnie, o tym kim byłam zanim się poznaliśmy… Kiedyś byłam inna, dużo marzyłam. Teraz żyję. I dzieje się przez to wiele cennych rzeczy we mnie i wokół mnie. Wtedy, wcześniej też się działy z tym, że szukałam ideału, widząc niedoskonałość w ludziach, w rzeczach. Teraz to zniknęło, pozostała ciekawość. Zrozumienie, że wszystko od zawsze było we mnie, ten cały opór i niezgoda, a ludzie, zwierzęta po prostu są, są tak samo jak mgła, jak drzewa. Chciałam Ci opowiedzieć o Uczącym Sercu, a oto o nim opowieść. “Uczące Serce pewnego dnia obudziło się, tak jak b...

Interrupting habits

  Kawa bez mleka, koniec świata, mleka mają swój koniec, nawet te z Biedronki.  Śnieg, światło, śnieg, drobne podszczypywanie po twarzy.  Pochrupywanie, podrygiwanie, podnoszenie, pod nogami w kolorze obciążonej bieli obłażącej z czarnych, spasionych od śnieżny gruzów, butów. Chodniki nadrukowane w koła, w łapy, w UFO miejskiego życia. Pachnie mrozem, na płasko, bez wyczuwalnych warszawskich akcentów.  Szczypulanko, delikatniuchne wycelowane w poliki i w brodę. Soft, pieszczoty pogody. Lico buraczkowe, na okrągło, z oprószaniem szronem, zakonserwowana na sztywno z brodą. W zimowe słońce, rozczula się dusza, wampirzyca, zgłodniała światła słonecznego, żre oczami, prawie dławi  się   na przaśny widok stawu. Drzewa ubrane w skafandry śniegu, zmarzliny stycznia. Przy drzewach, zanurzeni w śniegu jak w maśle, schowani w schronach z ubrań, ćwiczący ludzie. Zasunięci pod nos w kurtki, omotani rękawiczkami, zabunkrowani w podwójne pary spodni. Zakurtkowani. Podbici...
Jesteśmy ludźmi z tatuażami własnych sn ó w. Oglądanych przy nagości księżyca w pełni, pod ulicznymi i morskimi latarniami, daleko od lądu. Zabrałam w podróż, spakowane sceny bliskoś ci, poca łunki, oddechy, ciepł o cia ł.  W sumie wyszedł z tego cały album erotyki, namiętnik kochank ó w. Przechodząc wieczorem przez skwer Orszy, przyszły do mnie kwitnące lipy, a z nimi myśl, że tak oto minął rok naszej znajomości. Miliony wypowiedzianych i zapisanych słów. Jakaś niekończą ca si ę  armia pragnie ń i rozgrzanego ciał a, ch łodzonego głową i odwrotnie.             W sobot ę, po treningu w Łazienkach, siedzieliśmy w barze mlecznym. Do południa tylko śniadania, więc jedliśmy grzecznie jedynie dostępne na ciepło naleśniki, czekając przy tym z kompotem w dłoniach na południe i dania obiadowe.  Populacja rodzin z małymi dziećmi, obsiadła stoliki i zaczęł o si ę jak w ptasich gniazdach, karmienie. Ciap – otwarc...