Przejdź do głównej zawartości

Wakacje w 72 godziny


           Na stole środy, poukładany w ważki dzień. Południe, pralka zipie i szumi, pierze szary od brudu chodniczek. Zaczynam bardzo dobrze rozpoznawać kiedy się męczę. Jestem jak ten telefon, pokazujący poziom baterii. Męczą mnie napchane w dzień, minuta po minucie, drobniutkim ściegiem zadania. Moja głowa potrzebuje bezczynności, pustki, zatrzymania, braku szycia z powodu zniknięcia nitki.
           Wakacje w 72 godziny. Wyjazd nad morze z rodziną. Pierwszy raz w życiu, z nutą nostalgii, że nigdy nie było się tu z ukochaną Babcią J. Spanie w blaszanym baraku, na elegancko, nazwane przez nas na rzecz zaistniałego mroku: Miasteczkiem Twin Peaks. 
Nadmorska kwatera, dopieszczana w ciągu dnia, żarzącym słońcem i odgłosem ryczących na pobliskim torze gokartów. 
Na dobranoc, rozrywające noc, przejazdy pociągu. Świszczące pośród małych sopockich uliczek. W ciągu dnia maszerowanie godzinami po plaży, mokrej, lizanej na brzegu przez bałtycką falę. Obiady dwa, na trzy talerze i koncert piwa bezalkoholowego z pogawędkami homoseksualistów siedzących obok przy stoliku. Turbot wielkości talerza, frytki, gofry i brzuch jak balon. Wściekły upał przyklejający gorącem bieliznę do ciała. Trzy drzemki w cieniu i niezliczona liczba otyłych ciał toczących się po molu. A potem powrót do stolicy, pełnym rodzin przedziałem, w pociągu początku wakacji. W wagonie wypchane, sapaniem, stękaniem powietrze. Urozmaicone dla smaku, mimowolnym szarpaniem przez wiatr w oknie brązowej zasłony. 
Wakacje mnie zmęczyły. Nawtykane pełno piasku w uszy, w ubrania, w plecak, w głowę. Potrzebuje snu, ciszy i spokoju. A tu praca czeka, siedzę przed komputerem i ledwo rozpoznaję programy. Patrzy mi się na to jak na abstrakcyjny obraz, namalowany olejną farbą na płótnie, pachnący terpentyną.

fot. Maya Rostkowska

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Uczące Serce

O Królowa zostawiła list, zdziwił się Kot, który jak zwykle po obudzeniu udał się do kuchni, gdzie jak dotąd bywał pierwszy, a tu niespodzianka. Dziwne, pomyślał… Otworzył, pięknie zaadresowaną kopertę i zaczął czytać atramentowe maczki, które układały się w kształtne zdania, a potem w myśli Królowej. Kochany Kocie, Nie będzie mnie dzisiaj. Dojrzewam. Do tej zimy, do czasu, do zmiany. Do bycia nową sobą. A teraz trochę o mnie, o tym kim byłam zanim się poznaliśmy… Kiedyś byłam inna, dużo marzyłam. Teraz żyję. I dzieje się przez to wiele cennych rzeczy we mnie i wokół mnie. Wtedy, wcześniej też się działy z tym, że szukałam ideału, widząc niedoskonałość w ludziach, w rzeczach. Teraz to zniknęło, pozostała ciekawość. Zrozumienie, że wszystko od zawsze było we mnie, ten cały opór i niezgoda, a ludzie, zwierzęta po prostu są, są tak samo jak mgła, jak drzewa. Chciałam Ci opowiedzieć o Uczącym Sercu, a oto o nim opowieść. “Uczące Serce pewnego dnia obudziło się, tak jak b...

Interrupting habits

  Kawa bez mleka, koniec świata, mleka mają swój koniec, nawet te z Biedronki.  Śnieg, światło, śnieg, drobne podszczypywanie po twarzy.  Pochrupywanie, podrygiwanie, podnoszenie, pod nogami w kolorze obciążonej bieli obłażącej z czarnych, spasionych od śnieżny gruzów, butów. Chodniki nadrukowane w koła, w łapy, w UFO miejskiego życia. Pachnie mrozem, na płasko, bez wyczuwalnych warszawskich akcentów.  Szczypulanko, delikatniuchne wycelowane w poliki i w brodę. Soft, pieszczoty pogody. Lico buraczkowe, na okrągło, z oprószaniem szronem, zakonserwowana na sztywno z brodą. W zimowe słońce, rozczula się dusza, wampirzyca, zgłodniała światła słonecznego, żre oczami, prawie dławi  się   na przaśny widok stawu. Drzewa ubrane w skafandry śniegu, zmarzliny stycznia. Przy drzewach, zanurzeni w śniegu jak w maśle, schowani w schronach z ubrań, ćwiczący ludzie. Zasunięci pod nos w kurtki, omotani rękawiczkami, zabunkrowani w podwójne pary spodni. Zakurtkowani. Podbici...
Jesteśmy ludźmi z tatuażami własnych sn ó w. Oglądanych przy nagości księżyca w pełni, pod ulicznymi i morskimi latarniami, daleko od lądu. Zabrałam w podróż, spakowane sceny bliskoś ci, poca łunki, oddechy, ciepł o cia ł.  W sumie wyszedł z tego cały album erotyki, namiętnik kochank ó w. Przechodząc wieczorem przez skwer Orszy, przyszły do mnie kwitnące lipy, a z nimi myśl, że tak oto minął rok naszej znajomości. Miliony wypowiedzianych i zapisanych słów. Jakaś niekończą ca si ę  armia pragnie ń i rozgrzanego ciał a, ch łodzonego głową i odwrotnie.             W sobot ę, po treningu w Łazienkach, siedzieliśmy w barze mlecznym. Do południa tylko śniadania, więc jedliśmy grzecznie jedynie dostępne na ciepło naleśniki, czekając przy tym z kompotem w dłoniach na południe i dania obiadowe.  Populacja rodzin z małymi dziećmi, obsiadła stoliki i zaczęł o si ę jak w ptasich gniazdach, karmienie. Ciap – otwarc...